czas upływa pod znakiem bożonarodzeniowego szaleństwa ... :) ... i każdy wie, że grudzień to miesiąc choinki ... światełek ... i szykowania się do świąt :) ...
ja z reguły na święta i szykowanie do nich mam plan ... karteczkę na której w pierwszej fazie przygotowań precyzyjnie i pieczołowicie wypisuję "co" ... "jak" ... "gdzie" ... "kiedy" ... samo spisywanie i logistyka notatek zajmuje mi z reguły dni kilka i jest tam wszyściutko ... jakie prezenty ...jakie menu i jaka kolejność działań na tzw "szmacie" ...
potem każdego dnia po z reguły "pracowitym" dniu zerkam na plan ... po to aby zobaczyć ... no właśnie ... po to aby zobaczyć CZEGO NIE ZROBIŁAM !!! :) ... i co zrobiłam (zdarza się ;) )a co miało się dopiero wydarzyć ... uffff ... skoro "nadrobiłam"... to dnia następnego mam nadpracowane wolne :):):) ... i mogę sobie pozwolić na luzik ... co czynię z wielką radością ... pławię się w dobrostanie ... aż ... ... ... no aż wieczorem zerknę w ten geniusz logistyki przedświątecznej i zonk :):):):):) ...
i tak co roku ... z reguły ów plan jest po to:
... bym mogła każdego dnia odhaczać "czego NIE zrobiłam"
... po to bym ćwiczyła się w "nicnierobieniusobie" z nie ubłagalnie uciekającego czasu ...
... po to bym nie widziała, że ucieka on odwrotnie proporcjonalnie do realizacji zamierzonych przedsięwzięć i ostatecznie po to bym w dniu takim jak dziś miała pełną świadomość, że znów święta mnie jakby zaskoczyły ... :):):) ...
za to postanowiłam ten czas wzbogacić o tzw szeroko pojętą "kulturę" i dlatego zupełnie bezstresowo dwa weekendy przed świętami upłynęły nie na "szmacie" czy w markecie a w duchu uniesienia i uczcie zmysłów :) ...
zacznę od relacji "z przymrużeniem oka" :) i trochę w krzywym zwierciadle ...
ostatni weekend upłynął pod znakiem opery ... transmisja tylko ale za to z Metropolitan Opera
i dobrze ... bo mnie chyba nie wpuszczą drugi raz
... soczek wypiłam i jak na degenerata przystało postawiłam "se u stóp", ... a że jak powyżej napisałam pan tatuś córuś namawiał gruzińskim barytonem dość długo, a ona dość długo się opierała to nóżkami mi się machnęło i buteleczka oddała na całą salę dźwięk zaiste butelczyny !!! ... oczywiście, ze wybrałam moment ciszy ... bo po co przewracać butelkę jak liryczny sopran migdałki pokazuje ... trzeba jak cisza jest
a zamykając krzywe zwierciadło powiem, że te transmisje na żywo są fantastyczne ... spektakl w NY zaczyna się o 13 ... po aby świat mógł oglądać razem ze szczęściarzami na widowni Metropolitan Opera !!! ... szczęściarze machają światu ... świat macha szczęściarzom ... w czasie przerwy razem z artystami wchodzimy za scenę ... to taki bonus za bycie jednak bardzo daleko i za to, że my tylko na ekran patrzymy :) ... polecam ... bardzo polecam, a MO wpisuję na listę marzeń :) ... zobaczcie sami ...
godne marzeń :) prawda ?:) ...
grudzień w ogóle upłynie pod znakiem muzy (nie wiem jak muza od sztuki miała ...
ale bez paniki ... choinka choć była chwila załamania ubrana ... menu się robi ... porządek jest ...
no proszę :) ... i można bez planu ... ;) ...
tymczasem dobranoc :)
życzeń nie składam bo bendom w następnym poście ... z choinką ... i tym jak brzydkie kaczątko może się stać łabędziem nawet ... jeżeli drzewko wydaje się pokraczne ... wiem :) to brzmi dziwnie ... ale uwierzcie ... to ma sens :) ...
mój plan na te święta tym razem w "kolżach" inspiracjach ... wykorzystałam w nich zdjęcia ze stron internetowych ... nie wszystkie pomnę :) ... zaistniały tylko ku pamięci abym jednak od czasu do czasu łapała dobry kurs :) ...
w collage są wianki autorstwa Kasi z bloga "ten dom" ...



