Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smaki dzieciństwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smaki dzieciństwa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 stycznia 2011

z tęsknoty za słońcem ...

... przypadkowe wejście do księgarni ... zakończone takim miłym akcentem ... ma konsekwencje ... Kuki zabrała mnie do Afryki :) ... zawsze gdy czytam czy oglądam historie ludzi żyjących na Czarnym Lądzie zastanawiam co takiego jest w tym pieknym, ale i trudnym świecie, że kto raz w nim zaistniał juz zawsze będzie do niego tęsknił ... 

... i kiedyś rozwiązałam zagadkę ... tak dla siebie ...  wiosna ... pierwsze cieplejsze dni choć zimne jeszcze ale tak bardzo potrzebowałam wiosny, że zapadła decyzja ... ciepłe dresy i porządkujemy podwórko ... nie chciało się ale już po godzinie wstąpiła w nas jakaś dziwna siła ... wieczorem w ostrym konflikcie z nieszanowanym od dziecka kręgosłupem ... padliśmy ale jacy my szczęśliwi padliśmy ... oj jacy szczęśliwi ... coś zrozumiałam ... jeszcze nie do końca ale pojawił się blask na końcu smutnego tunelu nicnierobienia ... ten blask to energia i chyba to nawet zgodne z prawami fizyki  ... że aby energia zaistniała musi być praca ... (choć nie zagłębię się w owe prawa bo bez ściemy ja pojęcie o tych prawach straciłam zaraz jak zadzwonił ostatni dzwonek ) ... ta praca zdarza się w ciągu jednej chwili zostaje zniszczona i trzeba zaczynać od zera ... to mało budujące a jednak zaczynają ... zaczynają  po kilka razy ... dlaczego? ... może dlatego, że ci którzy tam decydują się żyć to ludzie, którzy wiedzą czego chcą ... bo o to chyba właśnie chodzi aby wiedzieć czego się chce ... bo my często wiemy czego "nie chcemy" a to nic nie daje ... wiedziałam, że nie chcę nie mieć czasu ... nie chciałam być zmęczona .... smutna i niezadowolona a  ... i nie chciałam przytyć ... a to tylko trzeba wiedzieć czego się chce bo dążyć trzeba do określonego celu ... proste ... :) ... no właśnie ... chyba zbyt proste :) ...

... i taką energię daje Afryka ... zawsze mylnie myślałam, że to zasługa słońca ... pewnie, że trochę tak ... i nie bez znaczenia jest także przepiękny krajobraz ... ale ta siła która tam ciągnie to trud ... praca i mozół z jakim idzie się każdego dnia ... wysiłek, który daje satysfakcję i ten pierwotny roodzaj szczęścia z dobrze przeżytego dnia ... w otoczeniu pięknej ... egzotycznej przyrody ...












... i tak wyszło, że przy niesamowitym w smaku rooiboisie z daktylami :) ... ogrzałam się wspomnieniami ... w zimowym blasku świecy ... zarzekałam się, że postanowień nie będzie i chyba nie ma ... są za to cele ... aktyność ... Paryż i ... uśmiech ... 

... zmarzłam kombinując z tymi zdjęciami ... jednak z tym, że mają ciepło to tam w Afryce wygrali ... łatwiej chcieć jak ciepło :) :) :) ...

... a kasza ...:) ... czy ja uratowałam opowieść o kaszy :) ??? ....

piątek, 24 grudnia 2010

wspomnienia zamknięte w smaku i zapachu Świąt Bożego Narodzenia ...


Pierwszy…
… uwolniliśmy z siatki i spętania nasze drzewko … i to, co poczuliśmy (poza dotkliwym smagnięciem ostrych igiełek) … to zapach lasu … mocny … ożywczy … nic dziwnego, że od wieków wierzono w moc tego potężnego drzewa … górale modlili się do świętego smerka i chodzili wokół na kolanach … czy to, dlatego, że dzięki anielskim gwiazdom rozświetlony świerk ściągnął na siebie całą uwagę małego Jezuska ? … starożytni Grecy wierzyli, że potężne drzewa tworzą gaje bogów nieśmiertelnych, które nie padają pod toporem człowieka … ja wierzę, że mój świerk zapewni pomyślność na cały rok i ochroni przez chorobami , a ponoć, jeśli zawiesi się na gałązkach owinięte w sreberka orzechy … to powiększy się rodzina …

 … takie pachnące lasem drzewko to wspomnienie z dzieciństwa,  smaku również, bo nie wiem, czym to wytłumaczyć, ale mieliśmy jakąś potrzebę dziwną rozgryzać drobne igiełki … najbardziej utkwił mi obraz choinki u dziadków … było nas dziewięcioro wnucząt i tworzyliśmy wokół drzewka całkiem zwarty krąg … wpatrywaliśmy się jak zaczarowani … nie tylko w światełka i kolorowe bombki … zaczarowani z uniesieniem … w bezruchu (a trzeba nadmienić, że stan bezruchu dla wielu z nas był stanem oznaczającym chorobę, co najmniej) patrzyliśmy na umieszczoną pod choinką babciną szopkę … z najpiękniejszymi figurkami świętej rodziny i ich towarzyszy … wiedzieliśmy jak długą drogę przeszli Józef i Maryja … jak ważny dla świata jest ich nowonarodzony synek i nikt nie śmiałby dotknąć żadnej z postaci … po trosze z szacunku a po trosze z ostrożności … nikt nie chciałby narazić się babci, … bo babcia skrywała na werandzie … smakowite skarby …


Drugi …
…, jeżeli opuszczaliśmy zaczarowany świat choinki to tylko po to, aby przylepić i rozpłaszczyć nosy na zimnej szybie werandy i tęsknie wpatrywać się w bogactwo smaków … miodownika … strucli makowych … pierników i keksów … od progu nasze czułe noski wyłapywały spośród rozlicznych zapachów ten słodko-gorzki migdałów i ten słodki makowy i ten korzenny piernika … nawet nie próbowaliśmy walczyć z szalejącymi chciejstwami w oczekiwaniu na moment, kiedy babcia otworzy drzwi sezamu i przyniesie słodkie skarby … pamiętam ostrą … korzenną słodycz piernikowego ciasta wymieszaną z delikatną budyniową wanilią … tego smaku nie udało mi się odtworzyć w swoich kulinarnych zmaganiach … a próbowałam, … aby popławić się w korzennej rozkoszy zmysłów piekę piernik … i tu znów muszę wspomnieć o wrażeniu, jakie wywarła na mnie jedna z legend, jakie poznałam … mam na myśli te o cukierniku toruńskim Mateuszu, który kupił od indyjskiego kupca pierwsze pierniki a ich smak wywarł na nim tak duże wrażenie, że potrafił o niczym innym myśleć tylko o tym jak odnaleźć i powtórzyć ten smak w swych wypiekach … próbował i próbował zatracając się coraz bardziej … bezskutecznie … gdy spotkał owego kupca ponownie gotów był zapłacić każdą cenę za recepturę, ale niestety była ona zobowiązana tajemnicą … kupiec nie mógł nic zdradzić.. przyjął jednak zaproszenie na kolacje i spotkał się z naszą … polską gościnnością, … gdy w przyjaźni żegnał się powiedział coś, w czym było o wiele więcej niż recepta na piernikowe ciasto … „ … Mateuszu nie myśl tyle o moich ciastkach … Twoje wypieki są równie wspaniałe … poza tym jesteś zdolnym człowiekiem, może sam kiedyś poznasz moją tajemnicę … nie zamykaj się w domu … idź czasami na spacer … rozejrzyj się, takie piękne łąki macie wokół Torunia … a tam tyle pięknych kwiatów, które aromatami i zapachami wabią wiele pszczół …” … no tak … czasami wystarczy otworzyć oczy i rozejrzeć się wokół siebie … posłuchać innych …





  
Trzeci, … choć ściśle związany z drugim …
… miód i mak … orzechy i migdały … smaki i aromaty zamknięte w makowcu … zawsze, gdy rozłupuje orzechy przypomina mi się największe drzewo w ogrodzie babci i dziadka … i tu wspomnienia płatają mi figla, … bo w świątecznym trzasku skorupki orzecha odnajduje ciepłe dni, kiedy to z brązowymi łapkami siedzieliśmy pod orzechem i spod zielonej twardej skóry wydobywaliśmy włoskie orzechy … ten zapach … i ten smak świeżego … precyzyjnie obranego ziarna … dzieliliśmy się na tych, którzy obierali – zjadali i na tych, którzy obierali – zbierali, aby móc zwielokrotnić rozkosz smaku … a takie uzbierane orzeszki to skarb wart odbicia, … co wiązało się często z eksplozją temperamentów …

Czwarty …
… pomarańcze … pojawiały się jak urodzinowy tort … Mikołaj … gwiazdka … raz w roku i odurzały egzotyką smaku.. aromatu i niezwykłą soczystością owocu … babciny keks zawsze kojarzyć mi się będzie z kandyzowaną pomarańczową skórką … i niechcianymi rodzynkami  …





… i postawić muszę sobie i Wam pytanie … czy minione święta mają w sobie tyle magii stworzonej ze smaków … aromatów … zdarzeń ... spowitych w obłoku ideału … czy tak je postrzegamy, bo były inne … nadzwyczajne … czy nadzwyczajne były, bo ich czas przypadł na nasze najbardziej beztroskie lata … piękne, bo nieobarczone odpowiedzialnością a obdarzone wszystkimi przywilejami dzieciństwa …

czwartek, 5 sierpnia 2010

kakało i zielone pomidory ...

 
 
Kocham lato …między innymi za świeżutkie ogóreczki …pochłonęłam właśnie solidną rację …oczywiście takich cudownie aromatycznych z własnej grządki …mniam …
 


No tak prawdy się trzymając to grządka taty,…ale podlewałam …mam tam swój udział poza konsumpcyjnym …:)

Oczekuje pomidorków …po latach nierównej walki o duże czerwone pomidory (zawsze kończyło się na mega ilościach sałatki …z zielonych)…teraz czekamy na smakowite pomidorki koktajlowe …raj dla podniebienia …nie trzeba kroić …wrzucam i jest sałatka …najczęściej grecka …


Zaczęłam dziś dzień od kubka kakao ………no nie robie tego często a szkoda, bo wyjątkowo mi ten ożywczy napój dziś posmakował …przyznam się bez dociskania, że zastępstwo wynikło z deficytu częściej żeby nie powiedzieć zawsze spożywanej w to miejsce kawusi:)



KAKAŁO (Monah zgapiłam ten twój uroczy sposób nazywania owego napoju…) kojarzy mi się z dzieciństwem …było obecne na niedzielnych śniadankach obowiązkowo …tak jak obowiązkowo na nim panoszył się kożuszek …jej czy to w ogóle możliwe..kakao bez kożucha …???

I jeszcze jedna obowiązkowa ceremonia z piciem kakao związana...piana, …czym jest kubek kakao bez spienionej pysznej aksamitnej warstewki spienionego mleczka …i chyba żaden maluch nie wie …cierpliwie i starannie przy pomocy spędzających nam spokój z maminych dusz technik do spienienia płynu ...że tak samo starannie o ową piankę dbali Indianie …



Indiańskie kakao w niczym nie przypominało słodkiego napoju, jaki dziś pijemy …ten smak to zasługa karmelitów z klasztoru Oaxaca w Meksyku …dzięki braciom za zrewolucjonizowanie receptury …wyrzucenie z niej piekących proszków na rzecz cukru z trzciny cukrowej …nie wiem jak inni, ale ja jestem wdzięczna za takie zmiany …



I może zastąpić kawkę...i tak jak każdy marynarz brytyjskiej marynarki wojennej zacząć dzień od kubka kakao ...wszak moje wyzwania nie są chyba tak znów maluczkie :)
A największy krytyk gastronomiczny Grimod de la Reyniere gwarantował, że kakao wzmacnia …przywraca świeżość …”jest, więc niby woda ze źródła wiecznej młodości”…zdanie o tym, że powoduje przybieranie wagi pominęłam świadomie …w przekonaniu, że ujdzie mi to na sucho, …ale za to smacznie i z pianką ….
Related Posts with Thumbnails