piątek, 6 sierpnia 2010

recykling ...sekretarzyka ...prawie mojego


Błąkając się po necie i wstępując do wspaniałych domów tworzonych przez kreatywne kobiety …podziwiam ale też …nabieram jakiejś werwy takiej do tworzenia…odnawiania …jednym słowem reanimowania starych gratów …

Jak zobaczyłam jakie przydasie po użyciu łapek ..wyobraźni i farby można wyczarować …zainfekowana dodatkowo decoupage postanowiłam zrobić przegląd naszych gratów …i mam ….całą stertę tego ...

Dziś ofiara pierwsza …stare ikeowskie szufladki …mają ok. 10 lat …były pomarańczowe (nie wiem czemu …ale cokolwiek wówczas miałam w głowie dobrze że minęło…) potem szarozielone ….(już lepiej …) a teraz …shabby z nutką glamour :)



farba ...świeczka ..przecieranie i ...



sekretarzyk dostał nowe życie ...mój wtedy jeszcze ...
nic co dobre nie trwa długo a od czasu gdy mój blond aniołek osiągnął naście lat nic co moje nie jest moim długo .... szkodnik sie przewinął i rzuciwszy okiem na reanimowane paskudztwo ...przejął w posiadanie (nie umiem szkodnikowi pewnych rzeczy odmawiać )...a tu mój trud został okrzyknięty cudem i połechtana w odpowiednim miejscu z głupio zadowoloną miną ...oddałam bez najmniejszego sprzeciwu...

Na przejęciu sekretarzyka się nie skończyło ...okazało się że Wiki złapała bakcyla i gmerając w mioch laserówkach, marszcząc sie raz po raz ...przymierzając jakieś wycinki ...w końcu orzekła ...te....




w takiej shabby szacie z małą broszką nastoletniego glamour ...prawie mój sekretarzyk ...będzie azylem dziwczęcych drobiazgów ....








czwartek, 5 sierpnia 2010

kakało i zielone pomidory ...

 
 
Kocham lato …między innymi za świeżutkie ogóreczki …pochłonęłam właśnie solidną rację …oczywiście takich cudownie aromatycznych z własnej grządki …mniam …
 


No tak prawdy się trzymając to grządka taty,…ale podlewałam …mam tam swój udział poza konsumpcyjnym …:)

Oczekuje pomidorków …po latach nierównej walki o duże czerwone pomidory (zawsze kończyło się na mega ilościach sałatki …z zielonych)…teraz czekamy na smakowite pomidorki koktajlowe …raj dla podniebienia …nie trzeba kroić …wrzucam i jest sałatka …najczęściej grecka …


Zaczęłam dziś dzień od kubka kakao ………no nie robie tego często a szkoda, bo wyjątkowo mi ten ożywczy napój dziś posmakował …przyznam się bez dociskania, że zastępstwo wynikło z deficytu częściej żeby nie powiedzieć zawsze spożywanej w to miejsce kawusi:)



KAKAŁO (Monah zgapiłam ten twój uroczy sposób nazywania owego napoju…) kojarzy mi się z dzieciństwem …było obecne na niedzielnych śniadankach obowiązkowo …tak jak obowiązkowo na nim panoszył się kożuszek …jej czy to w ogóle możliwe..kakao bez kożucha …???

I jeszcze jedna obowiązkowa ceremonia z piciem kakao związana...piana, …czym jest kubek kakao bez spienionej pysznej aksamitnej warstewki spienionego mleczka …i chyba żaden maluch nie wie …cierpliwie i starannie przy pomocy spędzających nam spokój z maminych dusz technik do spienienia płynu ...że tak samo starannie o ową piankę dbali Indianie …



Indiańskie kakao w niczym nie przypominało słodkiego napoju, jaki dziś pijemy …ten smak to zasługa karmelitów z klasztoru Oaxaca w Meksyku …dzięki braciom za zrewolucjonizowanie receptury …wyrzucenie z niej piekących proszków na rzecz cukru z trzciny cukrowej …nie wiem jak inni, ale ja jestem wdzięczna za takie zmiany …



I może zastąpić kawkę...i tak jak każdy marynarz brytyjskiej marynarki wojennej zacząć dzień od kubka kakao ...wszak moje wyzwania nie są chyba tak znów maluczkie :)
A największy krytyk gastronomiczny Grimod de la Reyniere gwarantował, że kakao wzmacnia …przywraca świeżość …”jest, więc niby woda ze źródła wiecznej młodości”…zdanie o tym, że powoduje przybieranie wagi pominęłam świadomie …w przekonaniu, że ujdzie mi to na sucho, …ale za to smacznie i z pianką ….

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

przydasie ...zakupy przy okazji:)

Muszę pokazać ...mam nowe przydasie ....

Po leniwym poranku ..bogatym we wspomnienia i tak cudnie kierującym w chmury ...trzeba było zejść na ziemię (jestem przekonana, że wiem co czuł każdy człowiek, który postawił nogę na Księżycu ...jak musiał wracać ...)......bo obudziła się córka ...głodna ...zatem śniadanko ...po śniadanku no ...nie da się zaczarować obiadek sam sie nie zrobi...a lodóka sama się nie zapełni ...

no to na zakupy ...ale to zadecydowałam ...późnym popołudniem ...teraz za gorąco ...

owym późnym popołudniem nie było wcale chłodniej ale odłożyć już się tego nie dało i bardzo dobrze ...
pomijając to wszystko czym zapełnimy brzuszki w najbliższym czasie (nawet pomine olej z pestek winogron ...nawet..) ...i przechodząc obojętnie wobec tego wszystkiego co pomoże mi zaprowadzic na planecie ...DOM .....ład, czystość i porządek ...

muszę pokazać radośnie nabyte przydasie ...których nikt nie planował a są ....



 
drewniane pudełeczko na herbatę ..zbierałam sie do zamówienia takiego w celach decoupagowych juz od dawna dlatego wziełam 2 ...bo taniusie były 10zł ..i brak kosztów przesyłki:)



i wycieraczka ...zanim dorobie się takiej tyle, że żeliwnej będzie wspomnianą godnie zastępować :)

a pudełeczko w środku i z boczku prezentuje sie tak :





yhm ...jeszcze serwetki ...tu z inicjatywą mąż wyszedł ...wrzucił do koszyka "bo chyba nie ma" ...nie ma bo wszystkie pochowałam do kuferka decou ...i te też tam dołączyły ..bo znów sie chłopu kolokwialnie rzecz ujmując udało ...no no kochanie ...



a serwetki mamy płócienne ...można a nawet trzeba ich używać ...w końcu po to są ...prawda :)

zmykam chyba z tego tarasu bo robactwo mnie zje pomimo, że obstawiona jestem świczuszkami mającymi zapachem odstraszać te małe fruwające potworki ...

bugenwilla ...wspomnienia kończące urlop i kawę ...

Ostatni dzień urlopu …ale to nie ostatni dzień lata :) …tak czy inaczej poranna kawka na chłodnym jeszcze tarasie w pierwszych promieniach słoneczka ….

Mój wysłużony fotel wymoszczony poduchami …kwiatuszki w pełni piękna wdzięczne za ich ożywczy napój …jakieś trele wokół …wow dla takich chwil kocham lato …a tu jeszcze okazało się że pije sobie swoją kawusie w towarzystwie barwnego kolegi ….



... spijającego nektar kwiatowy z zaangażowaniem tak wielkim, że nic nie robił sobie z mojej obecności nawet gdy zostawiłam kawkę i zrobiłam ….małą sesję zdjęciową …



niestety na mym foto nie wygląda to tak malowniczo jak w naturze bo ani z mojej „małpki” aparat ani ze mnie artysta …zamarzam lustrzankę …

Pan motyl odleciał ...a ja delektowałam sie dalej kawusią i widokiem coraz dorodniejszych kwiatuszków...najbardziej niecierpliwie czekam na rozkwit bugenwilii ....po wpadce z "mistrzowskim kadłubkiem" (opisze w najbliższej wolnej chwili ) ...mąż rehabilitując się z mega nietaktu kupił mi ją ...tak troszke na urodziny a troszke z 'przepraszam".




Jak usłyszałam bugenwilla ...od razu ...choć zimno było tego dnia jak nie wiem ... byłam na ciepłej afrykańskiej ziemi ...bo tam podziwiałam najbardziej te królowe pnaczy ...i doskonale zapamiętałam jak wysoko oplatały kamienice i jak zdumiona byłam że wyrastają z kamienistej drogi i w tak trudnych warunkach tak bogatym w nasyceniu kolorem cieszą ....były purpurowe ...morelowe ...fioletowe ...a moja jest biała ...tak ślicznie ..elegancko biała ...




 To egzotyczne pnącze odkryto dwa wieki temu w Brazylii, a jego dzieje splotły się z losami pewnej Francuzki – pierwszej kobiety, która opłynęła kulę ziemską... udało się to jej oczywiscie w męskim przebraniu ...niestety w czasie podróży zdemaskowana na Thaiti (tubylcy ...wrażliwi na piekno kobiet od razu ją wsypali) ...osiadła z mężczyzną swojego życia na Mauritiusie ...po jego śmierci wróciła do Francji razem z bogatym zbiorem pięknego pnącza :)....odkrywca na cześć kapitana Ludwika Antoniego de Bougainville’a nazwał ją bugenwillą...




Powróciły też wspomnienia tego naszego tygodnia ...wyjątkowo udanego ...pełnego egzotyki ...wyczerpującego a tak miło wspominanego:)...hmmm przez mały ułamek sekundy byłam dumna z męża ale nie ...to nie mozliwe żeby pamiętał pnącze i pomyślał ...udało mu się przypadkiem ...:)






i teraz ...tu na moim tarasiku ..taka oto bugenwilia zaczyna swoje istnienie ...



muszę tylko pamietać ...
uważać przy pielegnacji bo skaleczona wydziela drazniący sok ...
i na zimne miesiące zabrać do domku ...jak nigzie nie dam plamy to w przyszłym roku znów będzie cieszyc oko na tarasie:)


i kawka sie skończyła ....
Related Posts with Thumbnails