to miejsce nazywa się Ogród na Rozstajach ...takie większe podwórko ...stworzył je człowiek ...ciężką pracą ...z miłości do piękna ...wybierając piękno naturalne :)
sobota, 14 sierpnia 2010
Ogród na Rozstajach ....
Bez słów ...zdjęcia ..tak na gorąco ...
to miejsce nazywa się Ogród na Rozstajach ...takie większe podwórko ...stworzył je człowiek ...ciężką pracą ...z miłości do piękna ...wybierając piękno naturalne :)
to miejsce nazywa się Ogród na Rozstajach ...takie większe podwórko ...stworzył je człowiek ...ciężką pracą ...z miłości do piękna ...wybierając piękno naturalne :)
czwartek, 12 sierpnia 2010
kotka na rozgrzanym blaszanym dachu...
Pamiętacie film z lat 50 tych „ Kotka na rozgrzanym blaszanym dachu” …?...ja sobie wczoraj przypomniałam …i nie, dlatego że to najlepsza adaptacja sztuki Tennessy Williamsa …ani nie ze względu na zjawiskową Elizabeth Taylor czy Paula Newmana (hm …przystojniak:) …i wreszcie nie, dlatego, że robiłam przegląd klasyki kina…
…powiedzmy, że nie mając żadnych ambicji w kierunku rozwijania się jako reżyser stworzyłam remake …nawiązujący tylko do słów tytułu …a zupełnie pomijający fabułę…
…piękne słoneczne popołudnie … mając pełna świadomość, że nikt i nic mi nie przeszkodzi postanowiłam zrobić coś z niczego, czyli wynorać stare szpargały i dać im nową..egzystencję :) wiadomo wszystkie takie graty, jeżeli są to są na strychu …
Zonk ..ja nigdy nie byłam na strychu …można rzec, że teren ów był dla mnie dziewiczy …z powodu schodów w stylu nazywanym przeze mnie „witaj święty mikołaju”, (ale się filmowo zrobiło) …i mój prawie lęk wysokości, który skutecznie hamował chęć wypraw w tamtym kierunku, …dlatego to było jedyne miejsce, w którym aranżacja przestrzeni w pełni została pozostawiona Adamowi
,…czego z człowiekiem jednak chciejstwo nie zrobi …pokonałam lęk …po ciężkich kilku minutach celowania w tę wredna małą dziurkę tym unikającym jej jak diabeł święconej wody wrednym haczykiem udało mi się wyciągnąć oporna konstrukcję …i rozprostować z niemałym trudem, …ale zawzięłam się …
…z duszą na ramieniu wspięłam po tych zupełnie niebudzących zaufania schodach (jak się później okazało słusznie im nie ufałam)… do przybytku tego wszystkiego, co przez ostatnie 7 lat nie było mi potrzebne …a teraz nagle rozbudziło wielkie nadzieje artystyczne …jak wspomniałam strych to teren, na którym zasady porządku w ergonomicznej dyscyplinie ustanowił małż …nic, więc dziwnego, że ja w tym sensu nie widziałam a estetyki to już żadnej …w poszukiwaniu skarbów norałam w skrzyniach i półeczkach w kilkudziesięciu stopniowym upale …morusając się ile wlezie, …ale łupy wynagrodziły wysiłek …
Zonk …pojawił się niczym czarna mara po raz kolejny, gdy chciałam już opuścić swą saunę …klapa ze schodami..wydawała się być zamkniętą …w kilka sekund zrobiła się tam o kilkadziesiąt kolejnych stopni więcej …jak na zawołanie zaczęłam odczuwacz klaustrofobię …a gdy zobaczyłam właz przypomniałam sobie i lęku wysokości …
...no, ale jakoś trzeba się wydostać a ten właz to jedyny ewentualny kontakt z kimkolwiek …z tych starych skrzyneczek i regalików zrobiłam wejście (cały misternie budowany przez lata małżowy porządek szlag trafił), ale do włazu dotarłam i jeżeli na strychu było gorąco to na rozgrzanym blaszanym dachu …wystawionym na południe …było nie do wytrzymania…
…nawet długo nie czekałam …pani Irenka wyszła do ogrodu …darłam się tak, że nawet mnie usłyszała …i znikła …po to by wrócić i poinformować mnie, że mam zamknięte drzwi …no zamknięte przecież roztropnie zamknęłam jak ekspedycję na strych zaplanowałam... strategię miałam jak wyrafinowany obieżyświat … tylko kilku durnych zbiegów okoliczności nie przewidziałam…
…wykrzyczałam numer do Adama do pracy …piekąc się z gorąca i wściekłości wierzyłam, że koniec mojego przypadkowego …katorżniczego azylu pod chmurką jest bliski…
…udało się …małż z, „po co ty tam kobieto wlazłaś …” przybył na ratunek …była gdzieś 18 i wierzcie mi nawet stopnia chłodniej …
Zonk …a miało być dobrze …nie tylko zamknęłam drzwi, ale jeszcze zostawiłam w nich klucz …to wydłużyło trochę oczekiwanie na oswobodzenie …zwiększyło koszta o cenę nowego zamku …a koszta samego jak wiemy łączenia satelitarnego już na sumieniu miałam …tak czy inaczej z fantami a jakże by bez nich odpoczywałam wreszcie w salonie …
I powiem tylko tyle ….ciężkie jest życie artysty …:)
Oczywiście nikt rozsądny nie uzna że było warto, …ale ja całą mocą swojego braku rozsądku nadal twierdzę że dla tych ślicznych kilku buteleczek …niepyszniących się tu pełnią swej urody bo druciaczka aby je porządnie domyć nie mam …i dla kilku flakoników…starego lampionu …ramek do liftingu (a nazbierałam ok. 10 sztuk) …moja ekspedycja z małymi losu przypadkami warta była zdobyczy …
ps. dwa dni później ....to pewnie nie ma znaczenia ale dziś zauważyłam, że to 13 post ...:)
niedziela, 8 sierpnia 2010
przemijanie...
![]() |
| zbierają się chmury.... |
Dziś... nie wiem dlaczego ...w jakimś momencie zupełnie do tego niestosownym ...bo myjąc okno pomyślałam, że przepuszczam przez palce chwile tak drogie …że czas płynie zbyt szybko i to poza mną …
…później robiłam zdjęcie rojnikowi, który zakwitł nieoczekiwanie …a Adam wszedł w kadr i pewnie nie wiedząc jak bardzo mnie to rozwali powiedział „pstryknij mi zdjęcie bo potem nawet nie będziesz miała ….”..pstryknęłam …
…straciłam spokój …spojrzałam na niego i wydał mi się jakiś inny …zmęczony …smutny …nie zobaczyłam tego wesołego chłopaka sprzed …no właśnie sprzed kiedy …kiedy padł na niego ten cień, który wczoraj zauważyłam ???.....
…na tym zdjęciu zobaczyłam coś poza kadrem…zauważyłam i wściekłam się na siebie, że ślepa byłam ...
… to tylko słabsza chwila …czy piętno ostatnich dwóch lat to … stania na krawędzi ….poddania się pędowi czasu…choroby…opętańcza walka z wzrostem raty …franku taniej ……a do tego …praca…nauka…to bardzo ciężki okres i pozostawił ślad …niby jesteśmy tacy jak dawniej …niby …![]() |
| "Piąta plaga" William Turner |
![]() |
| "Burza śnieżna " William Turner |
...sporo tego ...pewnych rzeczy nie zmienimy ale wiele możemy zrobić aby nie dać przeciekać wspólnym dniom przez palce…
musze zrobić wreszcie tę tablice do kuchni … powieszę tam to zdjęcie …tak na wszelki wypadek…gdybym ja …my …gdybyśmy zapomnieli co jest najważniejsze …
…bo wiem na pewno że nie ważne gdzie jesteśmy …ważne żebyśmy byli razem …nie „pozornie” razem …
[...] musicie być jak dwie szyny kolejowe, które zachowują między sobą taką samą odległość na stacji początkowej, w połowie drogi i na stacji końcowej. Nie pozwalajcie, aby wasza miłość się zmieniała, żeby rosła na początku albo malała w środku - to zbyt ryzykowne. Tak więc, po euforii pierwszych paru lat macie utrzymać tę samą odległość, tę samą trwałość i tę samą funkcjonalność.
Paulo Coelho, "Zahir"
…i to musimy pielęgnować …bo 15 lat trzymamy kurs …to mało z tego co mam nadzieję razem przejechać …
Niedziela …9 rano …omlet z pomidorkami ...kakao...brioszki ...a ja widze tęcze ...
piątek, 6 sierpnia 2010
In My Secret Life
Moje sukulenty przesadzone miesiąc temu chyba polubiły nowe miejsce bo zupełnie niespodziewanie ... kwitną ...
muzyka do poprzedniego postu ...kwiat bo go dzis dojrzałam :)
muzyka do poprzedniego postu ...kwiat bo go dzis dojrzałam :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)












