piątek, 24 grudnia 2010

Wesołych Świąt ...

Traktujemy Święta Bożego Narodzenia w sposób szczególny … prawie wszyscy ulegają szczególnej magii tych dni … pielęgnują rytuał, przez co święta stają się ogólnopolskimi świętami rodzinnymi … w tym wyjątkowym wigilijnym dniu dzieje się coś ważnego – tworzą się między ludźmi wartości … ksiądz Józef Tischner tak to określił … „ można powiedzieć, że jest coś ludzkiego w Bogu i coś boskiego w człowieku …” …
… Wigilia … otóż słowo „wigilia” oznacza czuwanie, straż … czuwanie przed Bożym Narodzeniem związane jest z opowieścią o gwieździe, pasterzach … o tym, że słowo ciałem się stało i miedzy ludźmi zamieszkało … Wigilijna kolacja z siankiem pod obrusem i wolnym nakryciem dla przybysza … i ten najważniejszy moment, kiedy po wieczerzy idzie się wspólnie do kościoła … jest cos niesamowitego, kiedy po kościele … wśród nocnej ciszy … niesie się … „Bóg się rodzi moc truchleje” albo „Ej Malućki, Malućki , wszędy śniegu naszło, a śnieg taki bielućki …” … ksiądz profesor określił to jako urzeczywistnienie czegoś absolutnego …”wszystkie rzeczy występujące w ciągu roku są względne … nie mielibyśmy świadomości tego gdyby nie było czegoś absolutnego …” …

...
             ...
                       ... pamiętajmy o tym :)

Na Wigilę

Czekając, kiedy wzejdzie wigilijna gwiazda
Do wpół zmarzniętej szyby przywarł chłopiec mały.
Patrzył - zimowe ptaki wracały do gniazda,
Jakby tego wieczoru też świętować chciały.
Niegdyś gwiazda z Betlejem mędrców prowadziła,
Dziś znak daje, by zasiąść do świętej wieczerzy,
By biel opłatka ludzkie waśnie pogodziła,
A w sercu znów zamieszkał Ten, co "w żłobie leży".
Chwila jedna! Przy tobie nikną odległości,
Co szare - zmienia się w odświętne, tajemnicze.
Daj nam więcej takich, spragnionych miłości,
Niech świat przy żłóbku Twoim odmienia oblicze.

o. Franciszek Czarnowski 

... takiego nastroju Wigilii i Świąt Bożego Narodzenia przeżytej w miłości i spokoju Wam życzę ...



wspomnienia zamknięte w smaku i zapachu Świąt Bożego Narodzenia ...


Pierwszy…
… uwolniliśmy z siatki i spętania nasze drzewko … i to, co poczuliśmy (poza dotkliwym smagnięciem ostrych igiełek) … to zapach lasu … mocny … ożywczy … nic dziwnego, że od wieków wierzono w moc tego potężnego drzewa … górale modlili się do świętego smerka i chodzili wokół na kolanach … czy to, dlatego, że dzięki anielskim gwiazdom rozświetlony świerk ściągnął na siebie całą uwagę małego Jezuska ? … starożytni Grecy wierzyli, że potężne drzewa tworzą gaje bogów nieśmiertelnych, które nie padają pod toporem człowieka … ja wierzę, że mój świerk zapewni pomyślność na cały rok i ochroni przez chorobami , a ponoć, jeśli zawiesi się na gałązkach owinięte w sreberka orzechy … to powiększy się rodzina …

 … takie pachnące lasem drzewko to wspomnienie z dzieciństwa,  smaku również, bo nie wiem, czym to wytłumaczyć, ale mieliśmy jakąś potrzebę dziwną rozgryzać drobne igiełki … najbardziej utkwił mi obraz choinki u dziadków … było nas dziewięcioro wnucząt i tworzyliśmy wokół drzewka całkiem zwarty krąg … wpatrywaliśmy się jak zaczarowani … nie tylko w światełka i kolorowe bombki … zaczarowani z uniesieniem … w bezruchu (a trzeba nadmienić, że stan bezruchu dla wielu z nas był stanem oznaczającym chorobę, co najmniej) patrzyliśmy na umieszczoną pod choinką babciną szopkę … z najpiękniejszymi figurkami świętej rodziny i ich towarzyszy … wiedzieliśmy jak długą drogę przeszli Józef i Maryja … jak ważny dla świata jest ich nowonarodzony synek i nikt nie śmiałby dotknąć żadnej z postaci … po trosze z szacunku a po trosze z ostrożności … nikt nie chciałby narazić się babci, … bo babcia skrywała na werandzie … smakowite skarby …


Drugi …
…, jeżeli opuszczaliśmy zaczarowany świat choinki to tylko po to, aby przylepić i rozpłaszczyć nosy na zimnej szybie werandy i tęsknie wpatrywać się w bogactwo smaków … miodownika … strucli makowych … pierników i keksów … od progu nasze czułe noski wyłapywały spośród rozlicznych zapachów ten słodko-gorzki migdałów i ten słodki makowy i ten korzenny piernika … nawet nie próbowaliśmy walczyć z szalejącymi chciejstwami w oczekiwaniu na moment, kiedy babcia otworzy drzwi sezamu i przyniesie słodkie skarby … pamiętam ostrą … korzenną słodycz piernikowego ciasta wymieszaną z delikatną budyniową wanilią … tego smaku nie udało mi się odtworzyć w swoich kulinarnych zmaganiach … a próbowałam, … aby popławić się w korzennej rozkoszy zmysłów piekę piernik … i tu znów muszę wspomnieć o wrażeniu, jakie wywarła na mnie jedna z legend, jakie poznałam … mam na myśli te o cukierniku toruńskim Mateuszu, który kupił od indyjskiego kupca pierwsze pierniki a ich smak wywarł na nim tak duże wrażenie, że potrafił o niczym innym myśleć tylko o tym jak odnaleźć i powtórzyć ten smak w swych wypiekach … próbował i próbował zatracając się coraz bardziej … bezskutecznie … gdy spotkał owego kupca ponownie gotów był zapłacić każdą cenę za recepturę, ale niestety była ona zobowiązana tajemnicą … kupiec nie mógł nic zdradzić.. przyjął jednak zaproszenie na kolacje i spotkał się z naszą … polską gościnnością, … gdy w przyjaźni żegnał się powiedział coś, w czym było o wiele więcej niż recepta na piernikowe ciasto … „ … Mateuszu nie myśl tyle o moich ciastkach … Twoje wypieki są równie wspaniałe … poza tym jesteś zdolnym człowiekiem, może sam kiedyś poznasz moją tajemnicę … nie zamykaj się w domu … idź czasami na spacer … rozejrzyj się, takie piękne łąki macie wokół Torunia … a tam tyle pięknych kwiatów, które aromatami i zapachami wabią wiele pszczół …” … no tak … czasami wystarczy otworzyć oczy i rozejrzeć się wokół siebie … posłuchać innych …





  
Trzeci, … choć ściśle związany z drugim …
… miód i mak … orzechy i migdały … smaki i aromaty zamknięte w makowcu … zawsze, gdy rozłupuje orzechy przypomina mi się największe drzewo w ogrodzie babci i dziadka … i tu wspomnienia płatają mi figla, … bo w świątecznym trzasku skorupki orzecha odnajduje ciepłe dni, kiedy to z brązowymi łapkami siedzieliśmy pod orzechem i spod zielonej twardej skóry wydobywaliśmy włoskie orzechy … ten zapach … i ten smak świeżego … precyzyjnie obranego ziarna … dzieliliśmy się na tych, którzy obierali – zjadali i na tych, którzy obierali – zbierali, aby móc zwielokrotnić rozkosz smaku … a takie uzbierane orzeszki to skarb wart odbicia, … co wiązało się często z eksplozją temperamentów …

Czwarty …
… pomarańcze … pojawiały się jak urodzinowy tort … Mikołaj … gwiazdka … raz w roku i odurzały egzotyką smaku.. aromatu i niezwykłą soczystością owocu … babciny keks zawsze kojarzyć mi się będzie z kandyzowaną pomarańczową skórką … i niechcianymi rodzynkami  …





… i postawić muszę sobie i Wam pytanie … czy minione święta mają w sobie tyle magii stworzonej ze smaków … aromatów … zdarzeń ... spowitych w obłoku ideału … czy tak je postrzegamy, bo były inne … nadzwyczajne … czy nadzwyczajne były, bo ich czas przypadł na nasze najbardziej beztroskie lata … piękne, bo nieobarczone odpowiedzialnością a obdarzone wszystkimi przywilejami dzieciństwa …

wtorek, 21 grudnia 2010

... koniecznie ...


... nie miało być tego wpisu ... ale o dość późnej porze ... (co oznacza niewyspanie)... okazało sie, że post być musi ... :) ... powód numer jeden to Mimi i jej kakaowy impuls z wytworną konfiturą ... powód numer dwa to duma Adama czyli sernik ... osobiście za sernikiem nie przepadałam ... do czasu kiedy nie wpadł nam w ręce TEN przepis ... osobiście nie odnalazłam w sobie siły aby ... stać grubo ponad godzinę i kręcić kolejne warstwy tej rozkoszy podniebienia ... nawet z łakomstwa ... i wreszcie osobiscie sobie gratuluję, że kilkanaście lat temu spotkałam faceta, który kocha wyższy wymiar kunsztu w kuchni i odnalazł w sobie tyle siły i cierpliwosci aby temu zadaniu podołać :) ... i na skutek tej cudnej i jakże wygodnej dla mnie okoliczności mogę od czasu do czasu oddawać się błogiemui co najważniejse leniwemu łakomstwu pochłaniania niewinnie nieokreślonej ( bo po cóż psuć sobie "lajt" samopoczucie)  dawce kalorii ...






 ... od czasu do czasu mogę ale nie dziś ... dzisiejszy serowy kusiciel został zrobiony specjalnie dla Juniorki ... na jutrzejszą szkolną Wigilię ... i gdy zaproponowałam maleńką próbę ... no taka malutką tylko aby sprawdzić czy oby nie jest mdły me nastoletnie pacholę wyraziło nie znoszący sprzeciwu protest ... placek ma być cały ... trudno na swój poczekam do piątku ... i zastanowię się czy jej dam ... z tego samego powodu nie mogłam zrobić zdjęcia kawałeczka ... ledwo wybłagałam całość ... na szczęście znalazłam w archiwach letni eksponat ... fotorelacja ucierpi ... cóż jednak począć ... z nastolatką nie można zadzierać ... a już z całą klasą nastolatek to zupełnie :) ...








... sernik ten to kilka warstw ... spód - kruche ciasto ... nastepnie ser miksowany na budyniowy krem ... na nim krem budyniowy w rzeczy samej ... kropka nad "i" czekoladowe mazaje ... małż opracował już taki schemat postępowania, że robi sie samo :) ... i ten schemat dopisze jutro bo ... budzenia czterdziestolatka po ciężkim dniu też nie zaryzykuje :) ... a poniżej coś o czym jeszcze będzie ... marzyła mi się w tym roku prawdziwa ... wielka choinka ... taka jak u babci ... taka jak w dzieciństwie ... i gdy wróciłam do domu to taką choinkę zastałam ... dlatego pozwolę mu spać ... sprawił mi dziś dużą niespodziankę i po raz nie wiem już który poczułam jak bardzo lubi sprawiać mi radość ... popatrzę jeszcze na makro drzewko i przypomnę sobie tamte świeta srzed lat ... co z nich najmocniej pamiętam? ... jakie były? ... jaki miały zapach ... i smak? ... o tym niebawem :) ...

sobota, 11 grudnia 2010

zegarowe uchwyty i wieszak ... czyli wiatrołap gotowy :)


... od czasu kiedy pokazałam wiatrołap prawie gotowy minęło trochę czasu ... trzeba przyznać, że brakujące detale rodziły się może nie w bólach ale na pewno długo ... jest we mnie pewna żałosna niekonsekwencja ... chciałabym JUŻ ... robie sama i zebrać na JUŻ to się jakoś nie mogę ... zamierzam ... planuję ... o wiele więcej kropek powinnam wstawić zanim napiszę ... działam ...

... zegarowe uchwyty zobaczyłam jakiś czas temu ... początkowo norałam w sieci i dzięki pomocy zwartej grupy z forum Muratora znalazłam ... no tak tylko kilka uchwytów zamawiać za oceanem ... popatrzyłam i piłeczka jak Dobromirowi rozbiła mi się na głowie ... zrobię sobie :) ... kupiłam w Castoramie najtańszy drewniany uchwyt i oto efekt ...

 





... wieszak ... kolejny detal który na realizację czekał sporo ... i powstał zupełnie inny od pierwowzoru ... od jakiegos czasu nie pospieszam ... jeżeli coś nie idzie to zatrzymuje się ... zauważyłam,że przychodzi odpowiedni moment i robi sie samo ... może prawie samo :) ...













 



... gdy powstała myśl o rewitalizacji wiatrołapu błądziłam w stylach i miotałam sie pomiędzy paryską elegancją a skandynawską prostotą ... w czasie prac ... realizując kolejne etapy zarzuciłam style i postanowiłam dobierać detale w zgodzie z sobą i tym co lubię ... nie wiem jaki styl mi wyszedł i czy można mówic o stylu :) ... najważniejsze, że powstało pomieszczenie które lubię ... brakuje w nim jeszcze kilku sprzętów ... to dobrze ... tworzenie i poszukiwanie nowych inspiracji to duża frajda ...
Related Posts with Thumbnails